Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie !!!

….trzecia zasiadka w tym roku nad jeziorem Dobro Klasztorne. Pierwsza była w czerwcu, druga w lipcu ,a trzecia w ostatnich dniach sierpnia….I tak jak przysłowie mówi ,, do trzech razy sztuka” w tym przypadku sprawdziło się w 100%….

Nad wodą byliśmy z Joanną już w niedzielę wieczorem, ale nie łowiliśmy. Dopiero następnego dnia ok. godziny 9 wywiozłem markera i do wody powędrowały dwie łódki zanęty(kukurydza, pellet i kilkanaście całych i pokruszonych kulek).Łowienie zacząłem ok. godziny 10.30.

Pierwsze branie nastąpiło ok godziny 12 w południe, gwałtowny odjazd i po chwili poczułem, że na kiju ,,siedzi” coś ładnego. Po kilku minutach holu w podbieraku wylądował 15 kilogramowy lustrzeń….Około godziny 14, drugie branie i 12 kilogramowy karp melduje się na macie…

Po godzinie 16 postanowiłem wyciągnąć jeden z zestawów na którym założony był pellet z kulka pływającą, gdyż pellet na który łowiłem wytrzymuje w tej temperaturze wody ok 7 godzin i chciałem założyć nowy. Do łódki  wsypałem około kilograma zanęty i zestaw wylądował  w łowisku. Dosłownie kilkanaście sekund po naciągnięciu żyłki i założeniu swingera nastąpiło gwałtowne branie. Po zacięciu poczułem, że na haku jest potężna ryba jakiej jeszcze nigdy nie miałem na kiju. Żyłka z kołowrotka znikła w takim tempie jak bym w ogóle nie zamkną wolnego biegu. Ryba obrała kierunek na środek jeziora i nikt ani nic nie było jej w stanie zatrzymać….Po wyciągnięciu ok 80 metrów żyłki, kierunek zmienił się na lewo od łowiska i tak następne kilkadziesiąt metrów żyłki ubyło z kołowrotka. Dopiero po kilku minutach mogłem powoli zaczynać odzyskiwać żyłkę. Gdy ryba była już ok 20 metrów od brzegu ze zdwojoną siłą znów ruszyła na otwartą wodę i znów usłyszałem najprzyjemniejszą melodię dla każdego wędkarza……dźwięk grającego kołowrotka…ryba znów zaczęła wybierać żyłkę, ale już nie na tak dużą odległość jak za pierwszym razem…

Gdy wydawało się, że karp trafi bez problemu do podbieraka w odległości ok 1 metra nastąpiło coś czego się w ogóle nie spodziewałem……z głowicy podbieraka wyskoczyło jedno ramię i w jednej chwili podbierak złożył się jak scyzoryk……

Próbowałem bez sztycy  podebrać karpia ale było to awykonalne, nie możliwe do zrobienia, całe szczęście, że nie byłem sam. Na brzegu stała Asia, której oddałem na chwile wędkę by w tym czasie naprawić jak najszybciej podbierak. Sekundy wydawały się minutami, karp znów odjechał na kilkanaście metrów od brzegu. Po chwili znów byłem w posiadaniu wędki i sprawnego podbieraka więc mogłem podebrać wymęczonego karpia. Po cichu liczyłem, że pobiłem swój dotychczasowy rekord który wynosił 17,60 kg, ale takiej wagi się nie spodziewałem……23,50 kg wskazuje waga, aż mi się nie chce wierzyć, biorę drugą wagę i wynik taki sam!!!

Dzwonię do Piotra opiekuna łowiska, który pojawia się w 3 minuty od mojego telefonu, komisyjne ważenie i nie chce być inaczej 23,50 kg po raz  trzeci !!!

 


Do wieczora złowiłem jeszcze trzy karpie w przedziale od 12 do 14 kg.

Również Joanna miała czynny udział w naszej zasiadce. Złowiła dwa karpie, jednego 10,20 kg a drugiego prawie 11 kg, które dały jej dużo frajdy i zadowolenia .


W środę nastąpiła zmiana pokoleń. Niestety Asia musiała wrócić do domu, do pracy ale za to przyjechał pan Jan tata Asi. Po opłaceniu zezwoleń dwa zastawy powędrowały do wody i zaczęliśmy łowić we dwoje. Pan Jan zaliczył kilka karpi w tym dwa największe 13,60 kg (2 w nocy) i na pożegnanie w sobotę w dniu wyjazdu 16,50 kg.


Zasiadkę uważam za BARDZO UDANĄ, w sumie złowiłem 20 karpi od 8 do 23,50 kg.

Chciałem podziękować Piotrowi i kolegom ze stanowisk obok za miłą atmosferę, która panowała podczas  zasiadki i za porady których mi udzielili podczas łowienia. Już nie mogę się doczekać następnego wyjazdu, ale to dopiero w październiku…..

Pozdrawiamy ASIA I MARCIN