zawody-klubowe-na-jeziorze-brzostek-zakonczone

Mające miejsce na kameralnym i urokliwym Jeziorze Brzostek zawody wyjazdowe SS Pobiedziskiego Klubu Karpiowego należy uznać jako udane.

Zazwyczaj nasze zawody wyjazdowe nie obfitowały w brania ryb jak również niestety frekwencja w nich była znikoma. Kwiecień roku 2016 na szczęście wprowadził pewną innowację. Były rybki, uczestników również było więcej a co za tym idzie atmosfera przypominała tą jak za dawnych dobrych lat. Zawody zaczęły się od piątku i spotkania integracyjnego na które stawili się z wędkami lub bez nich: Monia, Rafael, Jacko Leśnik, Łuki, Jarko Krawiec i moja skromna osoba.

Po zarzuceniu zestawów na wylosowanych uprzednio stanowiskach , rozbito ekwipunek i cała grupa zebrała się w jednym miejscu w celu rozpalenia małego ogniska, które z racji bardzo zimnej nocy okazało się niezbędnikiem tej zasiadki. Opowieści były wspaniałe , kiełbaska z ogniska znakomita a towarzystwo doborowe. Wiedziony instynktem łowcy i zapachem ogniska do grupy dołączył sympatyczny leśniczy Zdzisław, pięknie komponując się z grupą . Tej nocy brań ryb nie zaobserwowaliśmy i w dobrych nastrojach położyliśmy się do namiotów, no może za wyjątkiem kolegi ,,Krawca” , który bardzo słabo się poczuł na skutek, jak stwierdziliśmy jednomyślnie, zatrucia pokarmowego spowodowanego przeforsowaniem w godzinach nocnych zbyt duża ilością kiełbasy. Co prawda to prawda zbyt obfita kolacja w godzinach nocnych musi zaszkodzić.

Ranek przyniósł pierwszą rybę. Kolega Rafael złowił amura, co prawda ze względu na wagę nie punktowanego, ale ,,gol za wyjeździe” liczy się podwójnie ponoć i radości nie było końca.

Ryby niestety osobiście nie widziałem, ale odległości między łowiącymi uniemożliwiły Rafaelowi pochwalenie się zdobyczą. Generalnie miałem pecha i następnej a jednocześnie największej ryby również nie widziałem. Musiałem na chwilkę z przyczyn od mojej osoby niezależnych opuścić łowisko i porą wieczorową dostałem eskę od Łukiego , który właśnie walczył z karpiem. Pewnie liczył , że podbiorę Jemu holowaną zdobycz. Biedaczysko nie zauważył brak mojej osoby i radził sobie na tyle dzielnie sam, iż po zaciętej walce wyciągnął karpia o wadze 9,6 kg.

Ryba ta dała koledze pierwsze 5 punktów i samodzielne prowadzenie w klasyfikacji tego roku.

Gratulacji nie było końca. Treningi stosowane przez kolegę w na różnych mniej lub bardziej dziwnych łowiskach dały pożądany efekt. Do końca zawodów rybek już co prawda nie było ale i ten wynik na tej niełatwej wodzie i wręcz zimową aurą daje pozytywnego kopa na następne zawody klubowe. Wszystkim uczestnikom serdecznie gratulujemy licząc na większe zainteresowanie zawodami przez klubowiczów w przyszłości.

z pozdrowieniami Prezes SSPKK Krzysiek Brzychcy