Zawody Pobiedziskiego Klubu Karpiowego sezon 2016

Druga tura tegorocznych zawodów miała już miejsce na naszej wodzie klubowej. Impreza, jak się okazało cieszyła się wyjątkowo dużym zainteresowaniem. Wśród startujących była cała ekipa z wcześniejszych zawodów na Brzostku plus: Darek Wilczyński(ubiegłoroczny zwycięzca), kolega Edziu Mataczyński, Damiano Winiecki, Sebek Białkowski, Jarko Matelski, Witek Halek, Maćko z Czerniejewa, kolega Maciej Scopex no i Dżezi Błachnio.

Zawody rozpoczęły się tradycyjnie w piątek o godzinie 16. Na losowaniu nie udało się niestety dotrzeć wszystkim uczestnikom. Łowiliśmy pojedynczo, z wyjątkiem sześciu osób, które dobrały się w pary. Rozmieszczeni byliśmy następująco:

-st.2, Prezes z Maćkiem

-st. 3, Scopex

-st.4, Jurko

-st.25, Edziu

-st.28, Darek

-st.29, moja osoba, oczywiście z wujaszkiem

-st.30, Jacek

-st.32, Damiano

-st.34, Monia z Rafałem

-st.36, Sebek

-st.37, Jarko

-st.39, Witko

Nie długo po rozpoczęciu, pierwsza ryba u Macieja i od razu poprzeczka ląduje na równych 20kg. Warto dodać, że formułę ustaliśmy na każdy tegoroczny cykl to waga największej złowionej ryby. Okazało się, że dipowanie przynęt w trunkach nie mniej jak 40% przynosi naprawdę dobre rezultaty…Jest tylko jedno małe, ale, nie wiedzieć czemu u kolegów po złapaniu ryby dość szybko zgasło światło….  Idąc pomysłem kolegów,została  na naszym stanowisku utworzona baza, gdzie również zaczęto używać tak intensywnych zalewajek. Na efekt nie trzeba było długo czekać bo około godziny 24, jedyna kobieta w naszym stadzie-Monia, ląduję śliczną, pełno łuską  rybę o wadze 20,50kg. No cóż taką rybę koniecznie trzeba uczcić….

W momencie kiedy już wszyscy pogratulowaliśmy i uczciliśmy zdobycz koleżanki, w naszej bazie pojawił się dinozaur, dając znak do pokojowego rozejścia się do swoich łóżek…..

Sobotni poranek obudził nas super rybką u Wujaszka o wadze 18,300. Był to bardzo pozytywny bodziec do zebrania się i wywiezienia wreszcie zestawów. Jak się później okazało po 30 minutach od wypłynięcia pierwsze branie, ale niestety spinka. Po kolejnych 30 minutach kolejne branie i 8 kg. Super. Cały czas spływały wieści z bagien ,że chłopaki łowią rybki, lecz żadna większa niż wspomniana wcześniej dwudziestka u Macieja i 15,20 u Prezesa. W momencie gdy piliśmy poranną kawę na st.34, branie. Szybki bieg i ląduję rybkę o wadze 15,80 . Myślałem, że to szczyt moich możliwości. Myliłem się jednak i w trakcie późno popołudniowej drzemki obudził mnie odgłos mojego foxa i udało mi się wyholować, jak się później okazało, największą rybę naszej rywalizacji, karpia o wadze 21,20.

Wobec tego teraz pijemy pod moją zdobycz. Nocka z soboty na niedziele przyniosła ryby tylko na stanowisku 34. Małżeństwo odnotowało 4 brania i mieli 100% skuteczność  w stosunku brań do ilości  złowionych ryb. Zwieńczeniem naszych zawodów był okaz ze stanowiska nr 2 złowiony przez Prezesa. Waga wskazała magiczne 27kg i powodów do świętowania byłoby co nie miara, gdyby ryba nie miała wąsów i nie nazywała się SUM……..

Tak więc podsumowując, myślę, że zawody dla każdego były bardzo, ale to bardzo udane. Niestety nie wszyscy mieli kontakt z rybą, lecz jestem przekonany, że odbiją to sobie przy następnej turze, która już w sierpniu. Bardzo cieszy fakt, że łowione były duże okazy. Pozdrawiam wszystkich serdecznie, tych którzy brali udział, jak również  tych, którzy nas odwiedzali. Trzymajcie się i do zobaczenia w jeszcze większym składzie w sierpniu.

WYNIKI

  1. Łukasz Maciejewski karp 21,20 5pkt
  2. Monia Łaskarzewska karp 20,50 4pkt
  3. Maciej Bartkowiak karp 20,00 3pkt
  4. Jarek Krawczak karp 18,30      2pkt
  5. Rafał Łaskarzewski karp 15,80 1pkt
  6. Krzysiek Brzychcy karp 15,20

z pozdrowieniami Łukasz Maciejewski SSPKK

Baza na st. 29

Wujaszka 18,30

Moje 15,80


Prezesa 15,20

Wujaszka amur 11kg

Baza na st 2


Rafała 15,80

Lecimy nie gaśniemy

Sumek 27 kg


20,5 naszego rodzynka

Macieja pamiętne 20 kg

Moje 21,20


 

Mające miejsce na kameralnym i urokliwym Jeziorze Brzostek zawody wyjazdowe SS Pobiedziskiego Klubu Karpiowego należy uznać jako udane.

Zazwyczaj nasze zawody wyjazdowe nie obfitowały w brania ryb jak również niestety frekwencja w nich była znikoma. Kwiecień roku 2016 na szczęście wprowadził pewną innowację. Były rybki, uczestników również było więcej a co za tym idzie atmosfera przypominała tą jak za dawnych dobrych lat. Zawody zaczęły się od piątku i spotkania integracyjnego na które stawili się z wędkami lub bez nich: Monia, Rafael, Jacko Leśnik, Łuki, Jarko Krawiec i moja skromna osoba.

Po zarzuceniu zestawów na wylosowanych uprzednio stanowiskach , rozbito ekwipunek i cała grupa zebrała się w jednym miejscu w celu rozpalenia małego ogniska, które z racji bardzo zimnej nocy okazało się niezbędnikiem tej zasiadki. Opowieści były wspaniałe , kiełbaska z ogniska znakomita a towarzystwo doborowe. Wiedziony instynktem łowcy i zapachem ogniska do grupy dołączył sympatyczny leśniczy Zdzisław, pięknie komponując się z grupą . Tej nocy brań ryb nie zaobserwowaliśmy i w dobrych nastrojach położyliśmy się do namiotów, no może za wyjątkiem kolegi ,,Krawca” , który bardzo słabo się poczuł na skutek, jak stwierdziliśmy jednomyślnie, zatrucia pokarmowego spowodowanego przeforsowaniem w godzinach nocnych zbyt duża ilością kiełbasy. Co prawda to prawda zbyt obfita kolacja w godzinach nocnych musi zaszkodzić.

Ranek przyniósł pierwszą rybę. Kolega Rafael złowił amura, co prawda ze względu na wagę nie punktowanego, ale ,,gol za wyjeździe” liczy się podwójnie ponoć i radości nie było końca.

Ryby niestety osobiście nie widziałem, ale odległości między łowiącymi uniemożliwiły Rafaelowi pochwalenie się zdobyczą. Generalnie miałem pecha i następnej a jednocześnie największej ryby również nie widziałem. Musiałem na chwilkę z przyczyn od mojej osoby niezależnych opuścić łowisko i porą wieczorową dostałem eskę od Łukiego , który właśnie walczył z karpiem. Pewnie liczył , że podbiorę Jemu holowaną zdobycz. Biedaczysko nie zauważył brak mojej osoby i radził sobie na tyle dzielnie sam, iż po zaciętej walce wyciągnął karpia o wadze 9,6 kg.

Ryba ta dała koledze pierwsze 5 punktów i samodzielne prowadzenie w klasyfikacji tego roku.

Gratulacji nie było końca. Treningi stosowane przez kolegę w na różnych mniej lub bardziej dziwnych łowiskach dały pożądany efekt. Do końca zawodów rybek już co prawda nie było ale i ten wynik na tej niełatwej wodzie i wręcz zimową aurą daje pozytywnego kopa na następne zawody klubowe. Wszystkim uczestnikom serdecznie gratulujemy licząc na większe zainteresowanie zawodami przez klubowiczów w przyszłości.

z pozdrowieniami Prezes SSPKK Krzysiek Brzychcy